Już pod koniec lata zwierzęta instynktownie rozpoczynają przygotowania do znacznie trudniejszego okresu w ich życiu tj. zimy. Niektóre – potocznie mówiąc – zmieniają sierść, a inne szukają bezpiecznej kryjówki. Natomiast tym co łączy niemalże każdy gatunek jest fakt, że zwierzęta inwestują sporą część swojego czasu w budowanie solidnej i grubej warstwy tkanki tłuszczowej.

Czy jeż też gromadzi podskórne zapasy?

Tak! Przedstawiciele tego gatunku tuż przed zimą potrafią bardzo mocno przybrać na wadze. Osobnik, który normalnie waży około 1kg, przed zimą może osiągnąć wagę nawet 2kg! Zgromadzona przez niego tkanka tłuszczowa, podczas nadchodzących miesięcy będzie miała 2 zadania: chronić jeża przed zimnem oraz stanowić dla niego magazyn energii. Ale co jeśli taki jeż spóźni się z przygotowaniami i tkanka nie będzie odpowiednio gruba?

Grubość tkanki tłuszczowej bardzo mocno przesądza o szansach na przeżycie zwierzęcia podczas srogiej zimy. Chyba przed największym wyzwaniem stają wówczas maluchy, które urodziły się w niestandardowej dla swojego gatunku porze tj. w jesieni. Sytuacje takie zdarzają się, a wtedy pomoc człowieka jest niezbędna.

Za małe by przeżyć

Większość jeży na amory wybiera wiosnę i sam początek lata (okres od marca do czerwca). W 2 miesiące później – bo tyle trwa ciąża u jeży – na świat przychodzą małe jeżyki. Rodzą się ślepe i wymagają opieki swojej mamy przez kolejne 6 do 8 tygodni. W tym czasie są nieustannie żywione mlekiem matki. Maluchy mają przed sobą bardzo ważne zadanie. Mianowicie w przeciągu kilku tygodni muszą szybko przybrać na wadze z około 25g do minimum 700g. W najgorszej sytuacji są maluchy, które przyszły na świat już późną jesienią, tj. np. pod koniec września. Ich szanse na przeżycie są wtedy często niewielkie. O ile jesień okaże się ciepła, jeżyki mogą liczyć na opiekę matki praktycznie do końca swojego odejścia z „gniazda”. Jeśli jednak pogoda znacznie się pogorszy i szybko przyjdą pierwsze niskie temperatury, matka jeżyka nie będzie mogła dłużej się nim opiekować.

Dlaczego „mama jeż” porzuca dziecko?

Zimno i kurczące się możliwości zdobycia pokarmu stawiają „mamę jeża” w podbramkowej sytuacji. Ma ona wybór albo wykarmić malucha albo przeżyć. Instynkt macierzyński ustępuje w tym momencie instynktowi samozachowawczemu. Matka opuszcza potomstwo i skupia się na maksymalnym i ekspresowym odbudowaniu (po okresie karmienia) swojej tkanki tłuszczowej, z której podczas zimy będzie musiała czerpać energię by przeżyć. W tym momencie mały jeżyk zostaje sam. Maluch, który często waży 300 – 400g nie ma szans na przetrwanie bo jest za mały, zbyt nieporadny w polowaniach i raczej nie zdąży przytyć dodatkowych minimum 300g by spokojnie zapaść w hibernację.

Kiedy ratować malucha?

Jeśli natrafimy na malutką kulkę, w pobliżu której nie ma matki należy poważnie rozważyć pomoc osieroconemu jeżykowi. Tak, taki jeżyk będzie desperacko szukał możliwości ogrzania się w promieniach słońca by choć trochę podratować swój bilans energetyczny. Pierwszym krokiem do uratowania mu życia jest upewnienie się czy z pewnością nie ma w pobliżu matki. Jeśli jest możemy ewentualnie zadbać by w naszym ogrodzie regularnie w miejsce gdzie spotkaliśmy jeże pojawiała się karma (np. dla kotów). Jeśli jednak nigdzie nie widać „mamy jeża” powinniśmy malucha zabrać i zważyć. Musimy się upewnić, że jego waga nie przekracza 600-700g. Dlaczego? Jeśli jeżyk waży około 600-700g ma szansę, z relatywnie niedużą pomocą, przetrwać w naturalnych warunkach. Natomiast gdy jego waga jest niższa, zdecydowanie należy zapewnić mu schronienie w pomieszczeniu z temperaturą minimum 10 °C i wieczorem dokarmiać.

A co je jeż?

Najlepszym pożywieniem dla jeża jest oczywiście jego naturalny pokarm tj. dżdżownice, drobne owady czy ślimaki. Jeśli nie mamy możliwości zapewnić mu jego naturalnego pokarmu, dobrze sprawdza się mokra karma dla kota czy psa oraz sucha ale pokruszona i namoczona. Można też zainwestować w dedykowaną jeżom karmę. Cokolwiek wybierzemy musimy pamiętać, że w środowisku naturalnym jeżom bliżej jest do mięsożerców niż roślinożerców.

Jeż tak naprawdę żeruje na mniejszych zwierzętach i owadach. Nie pogardzi muchami, gąsienicami, mącznikami, drewnojadami, dżdżownicami, larwami owadów, chrząszczami, świerszczami czy ślimakami. Od czasu do czasu zje również owoce jednak te nie są na szczycie jego jadłospisu i warto o tym pamiętać. Większość z nas ma jednak błędnie zakorzeniony w głowie obrazek jeża z jabłuszkiem na kolcach. To może okazać się zgubne. Jeż podobnie jak kot woli pokarm wysokobiałkowy. Jeśli my, bazując na obrazkach z dzieciństwa, wpychamy w niego same owoce, a na miseczkę zamiast wody wlewamy mleko, to robimy mu krzywdę! Przez nasze błędy jeż może bardzo ucierpieć lub nawet umrzeć.

Pamiętaj by absolutnie nie podawać jeżowi: mleka, orzechów, chleba, nasion, winogron, cytrusów, marchwi, cebuli, kapusty oraz słodyczy !

W czym śpi jeż?

Gdy jeże układają się by zapaść w sen zimowy, szukają miejsca, które mogą wymościć sobie grubą warstwą liści. I to jest bardzo ważna uwaga dla wszystkich z nas, którzy chcą przygotować jeżowi bezpieczne „gniazdo”. Dla jeża „bezpiecznie” oznacza pod grubą i nieprzemarzającą szybko pierzyną z liści. Nie wystarczy zbić z cienkich deseczek małej skrzyneczki gdzie wrzucimy parę listków. Postępując w ten sposób, nie pomagamy jeżowi, a wręcz przeciwnie możemy go narazić na szybkie wychładzanie się i bezsensowną utratę ciepła. Gdy jeż nie będzie otulony grubą warstwą izolująca go od zimna, będzie musiał szybciej zużywać swoje zapasy energii zgromadzone w tkance podskórnej. A ta ma przecież nie tylko go chronić przed zimnem ale również odżywiać podczas całej zimy i hibernacji!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj